Hocking Amanda Rozdarta.pdf

(800 KB) Pobierz
Hocking Amanda
Trylle 02
Rozdarta
Zamieniona w dniu urodzin…
Rozdarta pomiędzy dwoma światami…
Przywrócona magii…
Wendy odkryła swoją tajemnicę, zrozumiała, dlaczego jej matka chciała ją zabić…
Poznała świat Trylli i dowiedziała się, że do niego należy i że w nim ma wypełnić
swoje przeznaczenie. Nie mogła jednak tam pozostać, nie mogła pogodzić się z
tym, że rządzona przez okrutną królową zagadkowa magiczna kraina to jej
prawdziwy dom.
Ale powrót do dawnego życia, do domu i szkoły nie przynosi spokoju. Wendy nie
może przestać myśleć o Tryllach, o ich śmiertelnych wrogach, których atak cudem
przeżyła, o nadciągającej wojnie, której tylko ona może zapobiec, i o Finnie,
którego miłość do niej skazała na wygnanie z jego świata.
Uwięziona pomiędzy światem Trylli a światem ludzi, rozdarta pomiędzy sercem a
obowiązkiem, Wendy musi wybierać. Lecz jeśli wybierze źle, może stracić wszystko
i wszystkich, których kocha – w obu światach…
Powrot
Kiedy stanęliśmy z Rhysem w drzwiach mojego domu, minęła ósma. Mój brat Matt
bardzo się ucieszył… to znaczy kamień spadł
mu z serca, kiedy zobaczył, że żyję i że wróciłam. Oczywiście był
zły, ale pozwolił mi mówić, chociaż cały czas łypał na mnie z wściekłością. Dobrze
chociaż, że tłumaczyłam się tylko przed Mattem. Moją prawną opiekunką jest ciotka
Maggie, ale akurat nie było jej w domu. Matt wyjaśnił, że ciotka szuka mnie w Oregonie.
Nie miałam pojęcia, skąd przyszło jej do głowy, że mogłam tam pojechać.
Przycupnęliśmy z Rhysem na eleganckiej, choć sfatygowanej kanapie w saloniku, wśród
pudeł, które wciąż stały nierozpakowane, mimo że przeprowadziliśmy się tu dwa miesiące
temu. Matt przechadzał się nerwowo.
- Dalej nie rozumiem - stwierdził. Zatrzymał się i splótł dłonie na piersiach.
- A co tu rozumieć. - Skinęłam na Rhysa. - To twój brat. Widać to na pierwszy rzut oka!
Mam ciemne, niesforne loki i ciemnobrązowe oczy. Matt i Rhys są blondynami, mają
szafirowe oczy i tę samą szczerość wymalowaną na twarzy, ten sam łagodny uśmiech.
Zszokowany Rhys przyglądał się Mattowi z niedowierzaniem.
- Skąd możesz to wiedzieć? - zapytał Matt.
- Nie możesz mi po prostu uwierzyć? - Z westchnieniem odrzuciłam głowę na oparcie
kanapy. -Nigdy cię nie okłamałam!
- Uciekłaś z domu! Nie miałem pojęcia, gdzie jesteś! To gorsze niż kłamstwo! - krzyknął.
Choć był bardzo zły, widziałam, jak bardzo cierpi, wyczuwałam też w jego ciele oznaki
stresu. Pewnie załamał się, kiedy zniknęłam. Miał znużoną, wy-mizerowaną twarz,
zaczerwienione, zmęczone oczy i schudł jak nic z pięć kilo.
Czułam się winna, ale naprawdę nie miałam wyboru.
Po prostu się mną przejmował. To był skutek uboczny nieudanego zamachu, którego jego
matka dopuściła się na mnie w moje urodziny. Całe życie Mat-ta koncentrowało się na
moim bezpieczeństwie. Nie miał przyjaciół, pracy, własnego życia.
- Musiałam uciekać, rozumiesz? - Przeczesałam palcami splątane loki i pokręciłam głową.
- Nie mogę ci tego wyjaśnić.
Wyjechałam ze względu na siebie i na was. Nie chciałam, żeby coś się wam stało. Nie
jestem nawet pewna, czy powinnam tu teraz być.
- Nam? Przed czym ty uciekasz? Gdzie byłaś? -rozpaczliwie powtarzał te same pytania.
- Nie mogę ci powiedzieć! Chciałabym, ale nie mogę!
Nie wiem, czy mogłam powiedzieć mu cokolwiek 0 Trylle. Zakładałam, że samo ich
istnienie jest owiane tajemnicą, ale z drugiej strony nigdy nie zabroniono mi rozmowy na
ten temat. Ponieważ jednak Matt
1 tak nigdy by w to nie uwierzył, nie było sensu próbować.
- Naprawdę jesteś moim bratem? - Rhys pochylił się, żeby lepiej przyjrzeć się Mattowi. -
Dziwne.
- To prawda. - Matt skinął głową. Wiercił się niespokojnie pod spojrzeniem Rhysa,
zerkając na mnie co chwila. - Wendy, możemy chwilę porozmawiać. W cztery oczy?
- Jasne. - Znacząco spojrzałam na Rhysa. Rhys zrozumiał. Wstał.
- Gdzie jest łazienka?
- Tam, koło kuchni. - Matt machnął ręką w prawo. Rhys skinął
głową, uśmiechnął się i oddalił we
wskazanym kierunku. Ledwie zniknął nam z oczu, Matt usiadł
naprzeciwko mnie i ściszył głos.
- Słuchaj, Wendy, nie rozumiem, co tu się dzieje. Nie mam pojęcia, co jest prawdą, ale ten
dzieciak wygląda mi na niezłego dziwaka. Nie chcę go w naszym domu, nie wiem, co
sobie myślałaś, ściągając go nam na głowę.
- To twój brat - powiedziałam znużona. - Naprawdę, Matt, nie kłamałabym w tak
poważnej sprawie. Jestem na sto procent przekonana, że to twój rodzony brat.
- Wendy… - Matt z westchnieniem potarł czoło. -Rozumiem, że w to wierzysz, jasne. Ale
skąd ta pewność? Ten koleś wciska ci kit.
- Nie, to jest prawda. Nie znam nikogo uczciwszego od niego, poza tobą. To logiczne, bo
jesteście braćmi -mruknęłam. - Proszę cię, daj mu szansę, a sam zobaczysz.
- A jego rodzina? - Matt nie poddawał się tak łatwo. - Ta, która wychowywała go przez
ostatnie siedemnaście i pół roku? Nie tęsknią za nim? I czy przypadkiem nie jest to twoja
biologiczna rodzina?
- Uwierz mi, nie płaczą za nim, a ja wolę was -uśmiechnęłam się szeroko, a pozostałe
pytania puściłam mimo uszu.
Matt pokręcił głową, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć.
Wyczuwałam, że nadal nie ufa Rhysowi i najchętniej wyrzuciłby go z domu, i tym
bardziej doceniałam jego opanowanie.
- Szkoda, że nie mówisz mi wszystkiego - mruknął.
- Mówię to, co mogę.
Kiedy Rhys wrócił z łazienki, Matt odsunął się ode mnie i zaczął
go mierzyć podejrzliwym wzrokiem.
- Nie widzę tu żadnych fotografii rodzinnych - zauważył Rhys, rozglądając się po pokoju.
Prawda. W ogóle mieliśmy mało ozdób, a już zwłaszcza żadnych pamiątek rodzinnych.
Szczególnie Matt był drażliwy na punkcie naszej… to znaczy, swojej matki.
Jeszcze nie zdradziłam Rhysowi, że jego matka to wariatka, którą zamknięto w
psychiatryku. Takie rzeczy trudno komukolwiek powiedzieć, zwłaszcza komuś, kto tak
bardzo się cieszy z odnalezienia rodziny.
- No tak, tak już mamy - rzuciłam lekko, chcąc zmienić temat, i wstałam. - Jechaliśmy tu
przez całą noc. Padam z nóg. Ty nie, Rhys?
- Hm, może trochę. - Chyba zaskoczyły go moje słowa. Choć nie zmrużył oka, wcale nie
wydawał się zmęczony.
- Powinniśmy się trochę przespać, później jeszcze porozmawiamy.
- Och. - Matt wstał powoli. - Oboje chcecie tu spać? - Wodził
niespokojnym wzrokiem od Rhysa do mnie.
- Tak. - Skinęłam głową. - Rhys nie ma dokąd pójść.
- Och - sapnął. Widziałam, że Matt nie jest tym zachwycony.
Obawiał się jednak, że jeśli wyrzuci chłopaka, ja pójdę za nim. -
Rhys, na razie możesz spać w moim pokoju.
- Naprawdę? - Rhys starał się ukryć wrażenie, jakie zrobiła na nim ta wiadomość, ale było
widać, jak bardzo się przejął.
Matt z ociąganiem zaprowadził nas do naszych pokoi. Ja oczywiście trafiłam do swojego
dawnego. Nic się tu nie zmieniło, odkąd kilka tygodni temu wyjechałam. Rozglądałam się
i słuchałam głosów dobiegających z pokoju po drugiej stronie korytarza. Rhys pytał Matta
o najprostsze rzeczy, aż biedak poczuł się speszony i nieswój.
Kiedy w końcu mój brat odpowiedział na wszystkie pytania Rhysa, zajrzał do mnie.
Zdążyłam się już przebrać w piżamę, spraną i wyblakłą, ale ukochaną.
- Wendy, co się dzieje? - szepnął Matt. Zamknął za sobą drzwi, jakby Rhys był szpiegiem,
który będzie
nas podsłuchiwał. - Kim tak naprawdę jest ten dzieciak? Gdzie byłaś?
- Słuchaj, nie mogę ci powiedzieć, co się działo, kiedy mnie tu nie było. Nie wystarczy ci,
że wróciłam cała i zdrowa?
- Nie, właściwie nie. - Matt pokręcił głową. - Ten dzieciak jest dziwny! Wszystko go
Zgłoś jeśli naruszono regulamin