GM - D02 - WS.pdf
(
812 KB
)
Pobierz
Gemma Malley
W sieci
Tytuł oryginału: The Resistance
Rozdział pierwszy
Lampa na suficie zalewała małe pomieszczenie zimnym, bezwzględnym światłem
niczym reflektor z wieży strażniczej, obnażając każdą drobinę kurzu, każdą plamę na taniej
wykładzinie i każdy rozmazany ślad palców na parapecie. Peter podejrzewał, że pokój zwykł
służyć do różnych celów. Duchy osób, które kiedyś w nim przebywały, snuły się tu do dziś
jak pajęczyny.
- Opowiedz mi o tym, jak się czuje Peter, o czym ostatnio myślał.
Chłopak spojrzał głęboko w oczy siedzącej naprzeciwko kobiety i odchylił się na
krześle, obracając na palcu złoty sygnet. Był to jedyny przedmiot, który miał przy sobie, gdy
został znaleziony jako dziecko.
Krzesło było miękkie i siedząca w nim osoba z pewnością powinna czuć się
zrelaksowana, ale na Petera to nie działało. Rzadko kiedy odczuwał spokój. Anna twierdziła,
że to dlatego, iż lubił sam sobie utrudniać życie, ale chłopak nie był o tym przekonany.
Uważał, że odczuwanie spokoju po prostu nie leżało w jego naturze. Spokój rozleniwia. To
najłatwiejsze rozwiązanie.
- Peter myślał o tym - odpowiedział, uśmiechając się do siebie, świadomy, że również
użył formy trzeciej osoby - że jego życie jest do niczego. Jest monotonne, nudne i
pozbawione głębszego sensu.
Kuratorka do spraw asymilacji zmarszczyła brwi. Peter poczuł nagły przypływ
adrenaliny. Kobieta dała się nabrać. Wyglądała na zaniepokojoną, a przecież tak rzadko
zdarzało się jej okazywać uczucia - jej twarz zazwyczaj wyrażała co najwyżej bierne
zainteresowanie rozmową, niezależnie od tego, jak bardzo chłopak starał się wyprowadzić ją
z równowagi w ciągu ostatnich miesięcy.
Peter przyjrzał się uważnie twarzy kuratorki. Na pierwszy rzut oka cera kobiety
wydawała się zdrowa i lekko opalona, ale w ostrym świetle lampy można było dostrzec, że jej
skórę pokrywał puder brązujący - małe drobinki pomarańczowobrązowego pyłu wciśnięte
były w zmarszczki wokół oczu i ust. Kobieta miała na sobie turkusowy żakiet i spódnicę w
tym samym kolorze. Skóra na jej szyi była obwisła, ale to włosy przyciągały uwagę Petera. Z
jakiegoś powodu nie pasowały do kuratorki. Były brązowe, poprzetykane pasemkami blond, a
przynajmniej takie udawały. W rzeczywistości zapewne były siwe i starannie ufarbowane -
zgodnie z zasadą, by bezwzględnie usuwać wszelkie oznaki starości. Peter pomyślał, że to
żałosne. Dla tych ludzi, którzy przyjmowali środki na Długowieczność, liczył się tylko
wygląd, a nie to, co było w środku.
- Zycie nie ma dla ciebie większego sensu? Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytała
kobieta.
Peter przewrócił oczami, udając znudzenie.
- Chodzi mi o to, że wcześniej czułem, że do czegoś dążę. Wiedziałem, co robię, i
wiedziałem, dlaczego to robię. A teraz... - urwał, a niedokończone zdanie zawisło w
powietrzu.
- A teraz...? - zachęcała go kuratorka.
- Teraz wykonuję bezsensowną pracę w małym laboratorium, mieszkam w domu,
którego nienawidzę, i zarabiam tyle, że ledwie wystarcza na jego ogrzewanie, nie mówiąc o
zakupie książek dla Anny czy jedzenia dla Bena. Wydostałem Annę z Grange Hall po to, żeby
była wolna, żeby cieszyła się życiem, a dziś mam wrażenie, że to wszystko było bezcelowe.
Myślałem, że uda mi się coś zrobić z moim życiem, coś osiągnąć. Ale to wszystko... Cóż,
wydaje mi się, że to wszystko nie miało sensu.
Kobieta pokiwała głową w zadumie.
- Masz poczucie, że zawiodłeś Annę?
Peter westchnął. Myśl, że mógłby zawieść Annę, była dla niego trudna do zniesienia
nawet w tej przesiąkniętej fałszem rozmowie. Nawet jeśli to nie było i nigdy nie będzie
prawdą.
- Może... - mruknął, wzruszając ramionami.
- Jestem pewna, że Anna tak nie myśli - powiedziała kobieta. - To bardzo rozsądna
dziewczyna, Peter. Ona wie, na czym polega życie.
Peter uniósł brwi. Anna spotykała się ze swoim kuratorem do spraw asymilacji tylko
przez kilka tygodni. Bardzo wcześnie zwolniono ją z obowiązku udziału w programie. Miała
ogromne doświadczenie w pozyskiwaniu zaufania osób obdarzonych władzą i od razu
przekonała kuratora, że nie stanowi zagrożenia i stanie się dobrym, pracowitym obywatelem.
Anna opanowała tę umiejętność dlatego, że była jej ona niezbędna, by przetrwać w Grange
Hall. To było coś, co Peter w równym stopniu podziwiał i czego nienawidził. W
przeciwieństwie do dziewczyny chłopak nie potrafił powstrzymać się od złośliwych uwag i
niepotrzebnych żartów. Mimo że minęło już kilka miesięcy, wciąż musiał co tydzień spotykać
się ze swoją kuratorką i zapewniać ją, że potrafi dostosować się do norm społecznych.
Skrzyżował teraz ręce na piersiach i przybrał nieco inną minę, chcąc wywrzeć na
kobiecie wrażenie, że jest zagubiony i słaby, że Władzom udało się go złamać.
- Chciałbym tylko zapewnić jej byt - powiedział, starając się nie uśmiechnąć na widok
błysku zrozumienia, który pojawił się na twarzy kuratorki.
- Martwisz się o pieniądze?
- Tak, o pieniądze... Do tego ta nuda... - Chłopak pochylił się i oparł podbródek na
dłoniach.
- Czy jest coś jeszcze? - Kobieta wpatrywała się w niego z uwagą. - Peter, wiesz
przecież, że nasze rozmowy mają charakter poufny. Zapewniam cię, że to co powiesz,
pozostanie między nami.
Chłopak przez chwilę przyglądał się kuratorce z niejakim podziwem. Kobieta właśnie
uraczyła go bezczelnym kłamstwem wypowiedzianym niezwykle przyjaznym głosem. Może
jej nie doceniał.
- Zacząłem się poważnie zastanawiać nad propozycją mojego dziadka - szepnął.
Zaskoczenie na twarzy kuratorki widać było tylko przez moment, ale nie umknęło ono
uwadze Petera.
- Rozumiem... - Kobieta milczała przez chwilę. - Ale wydawało mi się, że mówiłeś, iż
nie chcesz mieć z nim nic wspólnego, że ktoś, kto jest związany z produkcją środków na
Długowieczność, nie może być twoim krewnym.
Kuratorka lekko mrugała oczami. Prowokowała go. Tak, to prawda, rzeczywiście tak
mówił. Wielokrotnie. I tak właśnie myślał.
- Tak - odpowiedział.
Peter spuścił wzrok i położył lewą dłoń na prawej. Jego palce zaczęły wodzić po
kształcie wygrawerowanym na sygnecie. Chłopak wierzył, że to właśnie ten kwiat
zaprowadził go do Anny i przypieczętował jego los. Nie chciał, żeby kuratorka uznała, że
podjęcie decyzji o pracy u dziadka przychodzi mu łatwo. Musiała myśleć, że targają nim
sprzeczne uczucia.
- Tak tylko się nad tym zastanawiałem. Po prostu... - Peter uniósł powoli głowę i
napotkał spojrzenie kobiety. Nie odwrócił wzroku. - Chcę czegoś więcej. Muszę mieć coś
więcej, rozumie pani? Anna, na przykład, czyta książki, pisze, opiekuje się Benem. A ja nie
mam nic. Może gdybym pracował dla dziadka, gdybym zarobił trochę pieniędzy, gdybym...
- Gdybyś znalazł jakiś cel w życiu? - podpowiedziała mu kuratorka.
- Właśnie.
Peter wstał i podszedł do okna zasłoniętego szarą, urzędową zasłoną, która kojarzyła
mu się z Grange Hall. Odsunął ją i spojrzał na równie szare ulice. Wiedział, że gdzieś tam w
oddali wznosił się górujący nad otoczeniem budynek korporacji Pincent Pharma, chociaż stąd
Plik z chomika:
Aabbe
Inne pliki z tego folderu:
Alessia Gazzola - Miłość i medycyna(1).zip
(2071 KB)
Jill Mansell - To tylko plotki.zip
(2326 KB)
Mary Jo Putney - Nie taki święty.7z
(815 KB)
Agatha Christie - Mężczyzna w brązowym garniturze(1).rar
(1761 KB)
Agatha Christie- Detektywi w służbie miłości-1) Kłopoty nad zatoką Pollensa.ebook(1).rar
(336 KB)
Inne foldery tego chomika:
----- SERIALE ------ hasło 1234
! Pro Cycling Manager 2013 PL
# FILMY
█▬█ █ ▀█▀ FILMOWY DLA KONESERÓW
ANATOMIA
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin