Ucieczka z Sycylii.pdf

(472 KB) Pobierz
Autor: Brotti
Opowiadanie erotyczne przeznaczone wyłączne dla osób pełnoletnich.
UCIECZKA Z SYCYLII
PALERMO 1960
Preraliwyupał,któryprecałydieńdawałiwytkimwenaki,powoliacynałutpować
Dochodiłagodina18ycylijkiełońcepowolibliżałoidowidocnychnahoryonciegórCarna
limuynapowolipodjechaładobramywielkiejpoiadłoci,naktórejtereniemieciłaipiknai
olbrzymia jak na sycylijskie standardy willa. Jeden z trzech tojącychprybramie, uzbrojonych
ochroniary podedł doamochodu, a iedącywygodnie natylnym iedeniu iwy, 58-letni
cłowiek,poważnąminąpokaałmujakipapierOchroniarotworyłbram,wpuciłamochódna
terenwilli,pocymponowniejąamknąłLimuynaaparkowaławmiejcu,wktórymtałojuż6
podobnychamochodówKierowcawraiedącymobokpryaditymcłowiekiemwyiedli,po
cymkierowcapopienieotworyłtylnedrwicki,byiwycłowiekonawikuPaoloFernai,doć
niski, lecz nie najgorzej zbudowany, mógłwyiąćautaPanFernaikinąłrkąnaobydwóch
swoich goryli,pocympewnymkrokiemruyłprediebiewtronwilliDwajwyocyidobre
budowanimżcynilianim,bacnieoberwującotocenie
W williunoiłiapachdobrych cygaridomowejrobotywinaWpomieceniubyłookoło
dwudietuludi,któryromawialieobą,popijaliwinopiknych, krytałowychklanekipalili
długiecygaraWycyubranibyliweleganckiegarnitury,wycuwałoi,żeątoludieamożniW
tymregionieiwtychcaachwiadomobyło,żetacyludietotakwani„ludiehonoru”Niktnie
omielałiokarżaćichoabójtwa,premyt,ciąganieharacy i inne nielegalne rzeczy, lecz
wycydobrewiedieli,żetobyłoródłemichdużychdochodów DoPanaFernaiegopodedł
chudylokaj,któryaprowadiłgododrwinajdującychipodrugiejtroniepomieszczenia. Do jego
ochroniarypowiediałuprejmymtonem
- Panowie, całym acunkiem, ale nie ma potreby, żebycie cały ca towaryyli Panu
FernaiemuWtymmiejcucałąpewnociąnicmuniegroi,wicacekajcietutajpanowie,pry
cianienajdujeibarek,jetdowaejdypoycjiCtujcieicymchcecie
Ochroniarepopatrylipytająconawojegoea
- Zotańcie– rokaałim,pokaującaraemrką,bynielianim
Dwaj panowie połuchali i grecnie, po cym ruyli w tron barku Lokaj poprowadił
Fernaiegopredrwi,aktórymiiediało przy wielkim stole siedmiu równieeleganckoubranych
ludiCałepomiecenieuderałowojąelegancjąorabogatymwytrojemiedącyucytutołu
tarycłowiek,wanyDonMarkano,wtał,podedłdoFernaiegoipryjanymtonempowiediał
- Witaj,Paolo,tytarybyku,dobre,żejużjete– mówiąctoklepnąłgoporamieniu.
- Witam,donMarkanoCojetpowodem,żewołałpantopotkanie?
- Chciałemipotkaćetarymipryjaciółmi– powiediałpryjanieMarkano,pocymdodał–
jetteżważniejypowódMuimyomówićparprawwiąanychnaymiintereamiMamteż
dlawytkichtuobecnychbardoprykrąinormacjlepocekajmy,ażprybdąpootali
PaoloFernaipodedłdotołu,prywitałiobecnymiiuiadłnaprenaconymobiemiejcu
Wszyscy obecni w tym pomieszczeniu ludiebywalitujużwielokrotnie ikażdynichmiałjakby
„prypianeobie”miejceprytymtole,któreaweajmowałWidaćbyłopotychludiach, żei
nali,midyniektórymimożnabyłowycućpryjanetounki,aniektórybylidoiebiewrogo
natawieni,choćwycywracaliidoiebiebardo uprzejmym tonem. Midynimijednakbył
jedencłowiek,któregoPaoloniemógłroponaćByłnajmłodycałegotowarytwa,miałnaoko
jakie25lat,iFernaigdiegojużwidiał,lecniemógłobieprypomniećgdieanikimW
midycaiedopokojuprybyłojecedwóchludiweleganckichgarniturachPrywitalii
kurtuayjnieewytkimiiajlimiejcaprytoleChudylokaj,tenam,którypryprowadiłpana
Paola,podchodiłdowytkichictowałdługimicygaramieleganckiegopudełkaNatpnie
nalałkażdemupozklaneczce dobrego sycylijskiego wina z winnicy donaMarkano,pryniółwielki
półmiekpełenpynycholiwek,któregokażdymógłictowaćiwyedłpokojuDieiciu
iedącychprytoleludiapaliłocygaraiabrałoidoobradByłotodieiciunajważniejych
ludiwcałymPalermo Dikiwoimpotżnymorganiacjommaijnymarabialiolbrymiepieniąde
imieliwpływnawielerecy,oddecyjipodejmowanychnaichkoryćpreprekupionych
politykówwRymie,podecydowanieoludkimżyciubądteżoodebraniugokomuDonMarkano
byłtakwanym„Capoditutticapi”,cyli„eemwytkicheów”maijnychrodinPalermo
Prewodnicyłonradie,którątworyłoowychdieiciupotżnychludi,doktórychnależałrównież
PaoloFernaiDonMarkanoacąłwojąoicjalnąpremow
- Panowie,jakjużapewnewycydążylicieauważyć,niemadimidynaminaego
przyjaciela,panaFabriiaMannare’goCroceVerdeTojetowaprykrawiadomoć,którąmu
wam przekazaćNapryjacielodedłodnadwadnitemu,otałbrutalnieamordowany
rozkazu rodziny BelmonteMeagnoJakretąwiemy,oddawnabylieobąkłóceniOcywicie
nieujdietonauchoklanowiBelmonteMeagno,alevendettąajmija z obecnym tutaj
synem pana Fabrizia – Dantem Mannare. – To mówiąc, wkaał uprejmie rką na owego
młodieńca, któregoFernainapocątkuniemógłroponać,lecterajużgoobieprypomniał–
parraygowidiałjegoojcem MłodyDanteMannare skłoniłiwkierunkuDonaMarkano,który
pokrótkiejprerwiekontynuowałwojepremówienie– Dantechciałbyrównieżodykaćteren
należącyniegdydojegoojca– chodzi o zyski z targowiska, któremieciinagranicyCroceVerdei
Ciaculli.
Paolo Fernazzi pocuł i lekko aniepokojony, ponieważ tera to on kontrolował całe owo
targowisko. Zykiniegoniebyływcaletakbardoduże,aleniechodiłotylkooykiDlaPaola
Fernaiego,jakdlawikociycylijcyków,najważniejybyłhonor, którypewnociąbyutracił,
oddającterytoriumjakiemumłokoowi
- Teratenterennależydomnie,cyniepamitanapan,jakąmiałemumowFabriiem?–
powiediałFernai
- DonFernai,niechc,żebymipandawałtotargowikoadarmoZapłacpanu,niech pan tylko
podaum– wtrącił iDanteMannare
- Nie – uciąłkrótkoPaoloFernai– Niematakiejmożliwoci
- PanieFernai,niebądmydiećmi– powiediałDante,aciągająciemakiemcygarem–
Obydwajwiemy,żemapanważniejeprawynagłowieniżciąganieharacyodmałoarabiających
predawcówtegotargowikajachtniebymitymajął
Paola Fernazziego zdenerwowałytełowaPomylałobie„popierwetogówniarniebdiei
do mnie zwracałłowami„niebądmydiećmi”Podrugiegównomnieobchodito,żeonbyitym
chciałająćpotrecienienojakktoinamniepatrywyżociątakjaktendieciak”
Wtałpokojnie,oparłidłońmiotół,pochyliłiwtronMannaregoiwycedił
- Połuchaj,gówniaru,iapamitajtoobieranaaweJakjamówiżeNIE,tonacyżeNIEI
niemaodtegoodwołaniaIniechcinieobchoditocyjamamważniejeprawycynieChc
miećtotargowikoibdjemiałprawaamknita
TymraemtoDanteiwciekłByłmłody,wybuchowy,itrudnociąprychodiłomupanowanie
nadobąwtakichytuacjachZerwałimiejca,walnąłpiciąwtół,prewracającprytym
tojącąkołoniegoklankwinemiacąłmówićdopanaFernaiegopodnieionym,wciekłym
głoem
- Niemówdomniegówniaru,tytaruchu!jakjamówi,żechcmiećtotargowiko, tobdje
miał!Leżynaterenie CroceVerde,wicpowinnonależećdomnie!I bdiemoje,roumie?!
Wszyscy zebrani patrzyli itrochpretrachem,atrochrobawieniemnat ytuacj
mieyłoichnerwoweachowaniemłodegocłowieka,drugiejtronyjednakbaliitroch,gdyż
nigdyniewiadomo,cotakiemunarwańcowimożepryjćdogłowyPaolaFernaiegorównież
niepokoiłataytuacja,gdyżwiediał,żemożetegowyniknąćwojnaOcywiciejegoorganiacja
byłailniejaodMannarego,apomierciFabriiaiprejciuwładyprejegoynaRodina
MannarejecebardiejtraciłanawojejileJednakmimoto ataketronytegomłokoamógł
okaaćiniebepiecnyTakcyowak,Fernainiemiałamiarudaćawygraną
- Zamknij pysk i siadaj! – powiediałwulgarniedowojegorywala
- Panowie! – prerwałimotrodonMarkano– Myl,żeniewycy obecnychtutają
aintereowaniwaymporemMamyjeceparwpólnychintereówdoomówienia,apraw
targowikależącegopomidywaymirewiramimożecieomówićmidyobąwedwóchWiem,że
obydwojejetecieroądnymiludmi,wicniewątpi,żeidogadacieJednakchciałbymci
proić,Dante,żebynieużywałpremocy,byoiągnąćwójcel Bdietak,jakpotanowipan
Fernazzi.
DonMarkanowiediał,jakiynFabriiaMannarejetporywcy,dlategowolałprypomniećmu o
panującychwród cłonkówcoanotryaadach,żebychłopakprypadkiemniepróbowałodebrać
FernaiemuowegoeralnegotargowikaabijającgoRobiąctobeugodnieniategoradą,
kaałbyiebieamegonamierć
- Ztymcłowiekiemniedaidogadać!– kryknąłmłodyMannare– jużpotanowił,żenie
reygnujetegoterenu,mimo,żepowiniennależećdomnie!
- Owem,niereygnuj– prerwałmutwardopanFernai
- Możeobie wadićwdupwójupór,Fernai– powiediałwciekłyMannare,patrąc
pewnym siebie spojrzeniem wprost w jego oczy. – Midynamijetterawojna!Zobacy,żenie
wartobyłoemnąadierać– Mówiącto,Mannareacąłwycoywaćipowoliwkierunkudrwi
- Zacekaj,Dante,chciałempotemtobąomówićprawamiliiBelmonteMeagno- próbował
goatrymaćdonMarkano
- Przepraszam, don Markano, omówimytokiedyindiejNiebdiediałtymcłowiekiemw
jednympomieceniuMyl,żePalermojetamałedlanadwóch– Mówiącto,wyedł,
trakającdrwiamiPochwiliwedłmukularnycłowiekochronydonaMarkanobypytać, czy
wypucić młodieńca, który arpał i pry drwiach wyjciowych willi trójką równie
muskularnych ochroniarzy.
- Pućciego– RokaałMarkano
OchroniarkinąłgłowąiniknąładrwiamiPaoloFernaipatryłłowrogopreprymrużone
powieki na drwi, którymiopucił pomiecenie Mannare, imylał, jakgo aatakowaćDon
Markano,widącto,rekł
- Paolo, drogi przyjacielu, mam nadziej,żeniebierenapoważnietychjegogróbJetjece
młody,nieumieipohamować,aleąd,żejakochłonietoodpuci. Nie podejmuj pochopnych
decyji,niechcemymiećwojenwnaymkrguOcdgoprewglądnajegoojca,Fabriia,
niech spoczywa w pokoju.
FabriioMannarebyłbardiejugodowyodwegoyna,lecjakożerewirjegoiFernaiegobyły
bardoblikoiebie,równieżcto ażycia miewałnimpotyckiPaoloniewidiałpowodu,dla
któregomiałbycokolwiekrobićprewglądnategocłowieka,któryitaknieżyje
- DonMarkano,cymamcekać,ażtennarwaniecmnieabije?Mnielubkogomojejrodiny?
Dopieropotemmamgoupokoić,jakjużbdieapóno?Myl,żepowinienemnimcorobićod
razu.
- Zostawiamtądecyjtobie,PaoloZrób,counaatoowne
- Dikuj,donMarkano– PowiediałFernai,kłaniająciwjegotron
Natpnieuiadł,wypiłewejklankiwinododna,aciągnąłimocnocygarem,icałarada
abrałaidoomawianiaretyintereów
* * *
Droga powrotna do Ciaculli,gdienajdowałidomPaolaFernaiego, nieajła długo, mimo,iż
kazałonkierowcyjechaćokrżnątraą,omijając via CiaculliBałijechaćgłównątraą,gdyż
podejrewał,żeDanteMannarewprypływiełocimożeniechciećcekaćatakiemnalepy
moment,tylkoodrauechcegoabićNiemyliłitym– Mannare, gdytylkoopuciłwilldona
Markano,kaałwyłać3amochody,którychwkażdymbyłopopiciucyngli,żebytały na poboczu
viaCaculli,którąFernaipowinienwracaćdodomu,igdytylkogoobacąmiałyablokowaćdrogi
cyngleMannaregomieliatrelićPaolaFernaiegoijegoochroniary,awłokiotawićnarodku
ulicy,jakopretrogByłototypowepotpowanieycylijcyków,któryotaliobrażeni Jednak
cynglepracującydlaMannaregocekalidługonapobocuviaCiaculli,ażpojawiiwóFernaiego,
leciniedocekali
PaoloFernai,gdywóaparkowałnatereniejegodużegodomu,niewyiadłniegoodrau,
leckaałotaćwrodkujednemutowaryącychmuochroniaryByłoneemochrony
Fernazziego.
- Połuchajmnie– powiediałdoniego– ropocynamywojnrodinąMannare
- Znowu? – prerwałmueochrony, umiekiemnatwary
Fernaipopatryłnaniegokarcąco,ły,żemuprerwał
- Przepraszam – rekł
- twoimadaniembdiewmocnienieochronyCałycamaemnąbyćconajmniej6
ubrojonychludiDomumabeprerwypilnowaćpitnatudobrze wyszkolonych ochroniarzy. Moja
żonamabyćbeprerwypilnowana,anakażdejejawołaniektomaijawić Najlepiej niech ona
nieopucaterenupoiadłociIwylijdieiciuludidoKatanii,niechpilnująmojąmatk,iotri
jejmżaNicniemożeiimtać
- Zrobicowmojejmocy,donFernai.
* * *
Luca Terello był35-letnim, przystojnym, zadbanym mżcynąMiałprawie180cmwrotu,
ciemne,napoórchaotycniepororucanewłoy,oraciemneocyMiałtypowądlaycylijcyków,
opalonąkórChodiławeweleganckichgarniturachiużywałdrogiejidobrej wodykolońkiej
Byłobiektempożądaniawielukobiet,jednakmimotoniemiałżony. PracowałdlapanaPaola
Fernaiego,któryawycajatrudniałludiniemiejącychrodin,abywraiewpadkimogliwytko
otawićiniknąćMiałototeżinnepluy– inneorganiacjemaijneniemogłyatrayćtakichludi
grożącichrodinomDlatychmżcynnajważniejybyłhonoranierodina,wicgdybywpadliw
rcepolicji,byłabardomałaana,żebdąniąwpółpracowaćLucaTerellobyłoddanymi
Zgłoś jeśli naruszono regulamin