Andrzej G Autor: Antoni Muracki Po mało uczęszczanym torze Od głównych oddalonym miejsc Wyruszył w nieostatniš drogę Z małym bagażem Andrzej G. Gdy dłonie puste od walizek Wtedy otwarte sš na wiat I co odległe już jest bliżej I choć nic nie masz wszystko masz A było jako po kolędzie Z okien pachniała już kapusta Wszak życie można przeżyć wszędzie Byleby się nie wstydzić lustra To twój suchy brzeg To twój cichy Panteon Kiedy w duszy masz miech I gdy gra akordeon I gdy łška wierszami zakwita Odpowiedzi już więcej niż pytań Kiedy biec już donikšd nie trzeba I samotnoć jest wyższa niż drzewa Droga się nie zasnuła kurzem Milczał a przecież dużo wie Gdy z wiernym swym aniołem stróżem Jechał przez Prusy Andrzej G. Co ważne drzemie na uboczu Cichš mšdrociš polnych traw I wcišż ta ciepła żywoć oczu Zdumiona mlecznš barwš dnia Poezja wiła się jak rzeka Łby dębów mrozu czesał grzebień On od niczego nie uciekał On już od dawna był u siebie
Kerk57